Forum CNC Strona Główna
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Bałkany 2012 - relacja Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
NICKT



Dołączył: 14 Paz 2012
Posty: 225
Skąd: świętokrzyskie

PostWysłany: 19 Paz 2012, 22:42:37 Odpowiedz z cytatemPowrót do góry


Dzień 1-2 - 29.06-30.06 - piątek-sobota

Wyjechaliśmy w piątek o 21.00 i przed 1.00 byliśmy w Chyżnem na granicy. Tu kilka godzin snu i o 7.00 w drogę. Trasa przez Żilinę, Bratysławę i potem bezpłatnymi przez Węgry do Letenye. Tu pierwsza kontrola graniczna. Pan kazał otworzyć boczne drzwi, a jak zobaczył zabudowę kamperową to tylko rzekł: SUPER! I życzył udanych wakacji. Wymiana euro na kuny na granicy 100euro = 730 kun. Następnie jechaliśmy autostradą do zjazdu do Senj. Kamper to kat 2 więc opłaty droższe. Na pierwszej bramce zapłaciliśmy 62 kuny, na drugiej już w euro, bo kun nam zabrakło po tankowaniu - 13,55 euro (101kn). Cena ON BS = 9,36kn, ON BS CLASS = 9,46kn. U moich przyjaciół w Sv. Juraju byliśmy po 20.00. Za nami 1065km. Zdążyliśmy na cudowny zachód słońca nad morzem. Potem kąpiel i spotkanie z gospodarzami przy... stole, na tarasie. Pogaduchy o wszystkim.





Dzień 3 - 1.07 - niedziela
Dziś kąpiel w morzu, obiad i o 13.00 wyjazd w góry Velebit, a następnie wybrzeżem na południe.
Wejście do parku 50kn. Wymiana waluty w miasteczku - podobnie jak na granicy 100euro = 729kn.
Teraz kawa mrożona i lody w przydrożnej restauracji z widokiem na morze Smile











Zamierzamy minąć Zadar, ale w przewodniku podają, że jednak warto zwiedzić zadarską starówkę. W zasadzie w mieście zastał nas już wieczór.









Po spacerze ulicami Zadaru na parkingu bierzemy kąpiel w BoXerku i jedziemy dalej. Udaje nam się znaleźć nocleg w centrum Pirovac przy morzu. Pusty parking, płatny od 7.00. Jest wifi, ale brak sił na uaktualnienia. Do licznika dodajemy dziś 250km.

Dzień 4 - 2.07 - poniedziałek
Sibenik...Parking przy nabrzeżu 10kn/h.







... i NP KRKA - duży, bezpłatny parking z toaletami, wejście 95kn/os - dorośli, 70kn - dzieci 7-14lat)











Wieczorem dojeżdżamy do Splitu, ciężko znaleźć parking w miarę blisko centrum, ale nie jest to niemożliwe. Udaje nam się znaleźć parking płatny 7.00-19.00 - 4kn/h. Ponieważ jesteśmy po 19tej, więc zostajemy tu do rana (N 43*30.822 E 016*26.673). Łazienka i prysznic w BoXerku bardzo się przydają. Przy temperaturach dochodzących tu w dzień do 40st nie potrzeba ogrzewania wody w kamperze.
Wieczorny spacer po mieście i sen... Ciężko się śpi, duszno... Uruchamiam w kamperze zakupiony wentylator. Całodzienne ładowanie akumulatora pokładowego owocuje zapasem prądu w nocy. Dziś przejechaliśmy 160km.








_________________
Mariusz
NICKT



Dołączył: 14 Paz 2012
Posty: 225
Skąd: świętokrzyskie

PostWysłany: 19 Paz 2012, 22:45:07 Odpowiedz z cytatemPowrót do góry

Dzień 5 - 3.07 - wtorek
Śniadanie jemy w kanionie rzeki Cetina, przy takich widokach zwykły pasztet smakuje wyśmienicie.









Około południa dojeżdżamy do Riwiery Makarskiej.





Dzisiejszy dzień kończymy w Mlini na kempingu Kate
( http://www.campingkate.com/www/ ), skąd po kąpieli, małym praniu, mrożonej kawie jedziemy busem do Dubrovnika. Zwiedzanie Starego Miasta i kolacja w jednej z wielu restauracji. Przejechana trasa 240km.















Dzień 6 - 4.07 - środa
Środa - opuszczamy Camping Kate w Mlini i jedziemy do granicy z Czarnogórą. Jeszcze tylko uzupełnienie wody, zrzut wody szarej, opróżnienie wc i w drogę...
Na granicy szybko i sprawnie - pan popatrzył na auto, w paszporty i życzył udanego wypoczynku. Za granicą spotkaliśmy kampera z rejestracja z Bydgoszczy. Wymieniliśmy parę zdań, okazało się, że tamta ekipa jedzie od razu do Albanii. My zwiedzamy Czarnogórę. Kiedyś w Czarnogórze były opłaty ekologiczne 10 i 30 euro. Zostały zlikwidowane, więc tej opłaty w tym roku już nie mamy.
Pierwszy przystanek w Herceg Novi. Żeby zatrzymać się w miarę blisko starego miasta trzeba wykupić kartę parkingową - ZONA I - 0,80 euro/h, ZONA II - 0,50 euro/h. Zwiedzamy starówkę, wieżę zegarową, cerkiew św. Michała Archanioła otoczoną czterema palmami i twierdzę Kanli kula.













Z Herceg Novi kierujemy się wzdłóż Boty Kotorskiej zatrzymując się w widokowym miejscu, skąd widać m.in. kościół Matki Bożej Skalnej zbudowany na wyspie. Od znalezienia na rafie obrazu Matki Bożej w 1452 roku, co roku (22 lipca) rybacy wożą na wyspę kamienie stopniowo ją powiększając. Ta procesja z kamieniami nazywa się Fascinada.



Po drugiej stronie naszego miejsca postojowego rozciąga się spokojna miejscowość Perast, zniszczona bardzo podczas trzęsienia ziemi w 1979 roku. Obecnie życie toczy się przy wybrzeżu, w górnej części miasta widać zniszczenia. Należy zatrzymać się na parkingu przy wjeździe do miasteczka i dalszą część zwiedzać pieszo.









Późne popołudnie... Wjeżdżamy do Kotoru, gdzie w porcie cumuje ogromny wycieczkowiec. Jest wifi, więc mogę uzupełnić relację czekając, aż temperatura trochę spadnie. Jest godz. 19.00, temp. w cieniu 32st.



Trochę odpoczęliśmy, trochę przeczekaliśmy wysokie temperatury i wreszcie można wyruszyć na zwiedzanie Kotoru. Prześliczna starówka w dzień, miły polski akcent - występ zespołu "Świerszcze" z Trzemeszna, a po występie dalsze - już wieczorne - zwiedzanie. Nawet udało się wyjść na mury miejskie (w dzień wstęp płatny 3 euro/os).















Jedziemy do Budvy, nocleg na stacji benzynowej ECO. Tankowanie: ON 1,25euro/l. Za nami 105km.

Dzień 7 - 5.07 - czwartek
Kolejny dzień bardzo atrakcyjny. Opuszczamy na chwilę wybrzeże i jedziemy w góry. Cel - Kanion Tary. Wspinaczka na wysokość 1600mnpm nie jest dla BoXerka łatwa, ale daje radę.





Po drodze widzimy drogowskaz na zabytkowy kamienny most. Wydawało się, że zabytek jest blisko, ale w zasadzie kilkadziesiąt kilometrów przejechaliśmy starą drogą. Warto było jechać malowniczą, wąską dróżką i zobaczyć most.





W drodze do Monastyru Ostrog można spotkać przechodzące drogą żółwie.



Dotarliśmy wreszcie do Monasteru Ostrog. Mnisi chyba chcieli być bliżej Boga, bo do tego najsławniejszego, prawosławnego miejsca ciężko dojechać, choć po drodze minęliśmy autokar. Te jednak dojeżdżają tylko do monasteru dolnego, a wyżej pielgrzymi muszą iść pieszo lub korzystać z prywatnych busików. Samochody osobowe i BoXerek mogły dojechać na parking przy monasterze górnym. Z parkingu do samego klasztoru trzeba jeszcze wspiąć się po schodach.











Jesteśmy coraz wyżej w górach, temperatura spada do 19 stopni i jest... Mokro. Ale tylko przez jakiś czas w czasie jazdy. Po dotarciu do Mostu nad rzeką Tara przestaje padać. Kanion Tary jest piękny.
Wystarczy gór..., wracamy nad morze. Nocleg w Podgoricy na stacji benzynowej FEBLIVE. Jest wifi, słabe, ale zakupiona antena wzmacniająca sygnał przydaje się i tu. Etap: 390km.













Dzień 8-9 - 6-7.07 - piątek-sobota
Piątek... wstałem trochę wcześniej i uzupełniłem relację (GPS, ceny paliwa, długość przejechanej trasy). Dziś wracamy nad morze.
Jedziemy do Petrovac (po drodze płatny tunel - 5 euro), gdzie zatrzymujemy się na bezpłatnym parkingu, przy wejściu na plażę, za posterunkiem policji. Dalej wjazd też jest możliwy - parking tuż przy knajpach przy plaży = 3euro za cały dzień. Trochę się moczymy, trochę spacerujemy bulwarem. Gałka loda 0,70 euro (mniammmm).





W drodze na południe mijamy ruiny weneckiej twierdzy Haj-Nehaj znajdującej się na szczycie góry na wysokości 225mnpm.



Kolejny, planowany punkt wyprawy to Stari Bar - ruiny miasta u podnóża masywu Rumija, otoczone masywnymi fortyfikacjami, stanowią gratkę dla turystów (wstęp 2euro, dzieci 1euro), parking bezpłatny. Zachowały się resztki ok. 240 domów, pałaców i świątyń, wieża zegarowa, cytadela... Ciekawostkę stanowi akwedukt zbudowany przez Turków w XVIIw., składający się z 17 łuków, widoczny z murów miasta.















Swój klimat ma także uliczka z sympatycznymi restauracjami, prowadząca do ruin.





Czas pożegnać Stari Bar i udać się na plażę na słodkie "nicnierobienie".

"Safari Beach" w Ulcinj ( N 41.90353 E 19.26627 ) rozpieszcza nas morzem, piękną pogodą, super miejscówką w cieniu drzew, wifi... Mimo, że dziś zrobiliśmy tylko 100km to nic nam się nie chce, ale relacja musi być zrobiona. Zdjęcia kempingu niebawem, jeszcze jest za gorąco. Nawet "piesek" naszych miłych sąsiadów zrobił sobie przerwę w pilnowaniu BoXerka...











Andreas (zarządca campingu) zapytał nas, ile dni zostajemy. powiedzieliśmy, że tylko do jutra. Zaproponował przy 3 nocach, czwartą gratis. Niestety... chętnie byśmy tu odpoczęli, ale przed nami Albania. Tam chcemy być kilka dni na plaży. Rozmawiałem z Andreasem trochę o caravaningu i o promocji "Safari Beach" na mojej stronie. Zostajemy tu jeszcze jutro.

_________________
Mariusz
NICKT



Dołączył: 14 Paz 2012
Posty: 225
Skąd: świętokrzyskie

PostWysłany: 19 Paz 2012, 22:46:27 Odpowiedz z cytatemPowrót do góry

Dzień 10 - 8.07 - niedziela
Opuszczamy po dwóch dniach Ulcinj, bo przed nami Albania... Ale było tu bardzo miło...

Droga do granicy z Albanią kręta i wąska, dopiero na ostatnim odcinku się poszerza. Po drodze spotykamy stado osiołków, a przed granicą... korek. Najpierw auta wolno przesuwają się do przodu, a potem jakby wystrzelone z procy... Okazuje się, że celnicy zrobili sobie przerwę w sprawdzaniu aut i kilkadziesiąt samochodów mija granicę bez żadnej kontroli. Nawet pieczątek nie mamy w paszportach...





Jedziemy do Szkodry, ale najpierw chcemy zobaczyć polecane plaże w miejscowości Shiroke, więc widzimy...



... i jedziemy do Szkodry.

Oznakowania w Albanii są ubogie, więc na wyczucie jedziemy w kierunku centrum i udaje nam się zatrzymać w pobliżu katedry, w której był z pielgrzymką bł. Jan Paweł II. Miły pan, jak nas zobaczył, z chęcią otworzył drzwi katedry i wręczył broszurę. Miły, pierwszy akcent w Albanii.





Znów na wyczucie (ani Garmin, ani AutoMapa nie ma większości dróg w Albanii) jedziemy na most w Mesi (Ura e Mesit) - tu pierwszy, ale nie ostatni, kontakt z "jakością" dróg w Albanii.





Za mostem drogowskaz na jakiś zamek, co prawda nie ma o tym nic w przewodnikach, ale spróbować warto. Dróżką (nie drogą!) wjeżdżamy bardzo wysoko, często na "jedynce", na samym szczycie widząc jakieś zabudowania (mało zamkowe), oznaki życia i dziwne "elementy" w oknach... Zawracamy i "szybko" stamtąd zjeżdżamy (jakieś 10km/h)...









Kolejny punkt programu to wycieczka promem kanionem z miejscowości Koman do Fierze. Ponieważ jest niedziela, a prom płynie tylko raz dziennie ok. 9.30, więc postanawiamy dojechać do Koman, tam przenocować, by rano wypłynąć do Fierze. Dobrze, że tak postanowiliśmy, bo droga do promu kręta i jakości albańskiej (polskie drogi są o niebo lepsze). I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że po dojechaniu do przystani dowiedzieliśmy się, że prom "kaput", bo nie było chętnych i go odwołali. Już nie kursuje na tym odcinku. Super! Czeka nas więc powrót tą samą drogą (innej nie ma). Ale zmęczenie wynagrodziły nam piękne widoki i ciekawy wjazd na przystań. Otóż ostatni kawałek drogi to wyryty w skałach tunel, a za nim zaraz jest przystań i mały parking. Postanowiliśmy od razu wrócić nad morze.













Jeszcze na "Safari Beach" dajemy kolegom z Polski namiary GPS na darmową miejscówkę na plaży w Albanii w okolicy Tale. Kierujemy się tam i jedziemy wzdłóż plaży licząc, że spotkamy dwa znajome kampery. Okazuje się, że są dwa kampery i jedno Mitsubishi 4x4, które miało jechać do Dubrovnika, ale pojechało z większymi braćmi do Albanii. Zmęczeni drogą parkujemy już w nocy za kamperami i idziemy spać (N 41*42'14.2" E 019*34'59.51"). Za nami 240km.



Dzień 11 - 9.07 - poniedziałek
Ranek wita nas słońcem, brudną plażą (jak to w Albanii), ale pięknym morzem. Kąpiel, opalanko i jedziemy przed południem dalej.







Poniedziałek zaczął się pięknie nad morzem, więc teraz coś dla ducha. Jedziemy do Durres, zatrzymujemy się na jakimś głównym bulwarze między portem a centrum (N 41,31130* E 019,44638*), gdzie możemy stać do 18.00. potem jest zakaz do 23.00. Zwiedzamy największy na Bałkanach amfiteatr rzymski z II w., łaźnie rzymskie, forum, meczet Faitha... kupujemy chleb (80 LEK) i jemy byrek (40 LEK) (ciasto francuskie nadziewane serem, mięsem lub szpinakiem). 1 euro = 136 LEK.









Z Durres jedziemy do miejscowości Berat, gdzie podziwiamy ogromny budynek uniwersytetu, wchodzimy na zabytkowy most i spoglądamy na charakterystyczne białe domki z ciemnymi dachami, wznoszące się na wzgórzu.







Nad miastem góruje zamek, którego najstarsze obwarowania pochodzą z IV w. p.n.e. natomiast większość z XVIII / XIX w. W obrębie murów toczy się normalne życie, jest nawet market. Wstęp 100 LEK.

















Z zamku zjeżdżamy już po zmierzchu, a chcemy dotrzeć do Fier i Apollonii. Jedziemy więc w nocy "żółtą" drogą, ale wspominanej już "jakości" albańskiej. Tak więc prędkość poza terenem zabudowanym wynosi bardzo często 20-30 km/h. Po trudach podróży parkujemy i śpimy w Fier pod Raiffeisen Bank (N 40,72537* E 019,55688*). Dziś przejechaliśmy 235km.

Dzień 12 - 10.07 - wtorek
Rano jedziemy do Apollonii - jednego z ważniejszych miast antycznych, założonych przez Greków w 588 r. p.n.e. - obecnie jest to sporej wielkości park archeologiczny. Wstęp 300 LEK.









Z Apollonii, po zimnej coli i mineralnej w restauracji (razem 250 LEK) jedziemy prosto nad morze do polecanego przez kolegę z CT campingu w Ksamil. Ale prosto, to nie znaczy wcale prosto... Najpierw trochę błądzimy we Vlore (ciężko się jeździ bez oznaczeń i nawigacji po tak wielkim mieście), potem przeciskamy się przez bulwary plażowe, następnie czekają nas serpentyny, wysokie podjazdy i strome zjazdy w górach... Widoki wspaniałe!









Wreszcie popołudniu docieramy do Ksamil, bez problemu znajdujemy camping (po drodze już są znaczki z namiotem, a w Ksamil - drugi autocamp po prawej stronie). Zrobiliśmy 205 km.
Wjazd na camping jest tak oznakowany Smile



Dzień 13 - 11.07 - środa
No to dziś zasłużony odpoczynek na campingu w Ksamil
(N 39,77784* E 020,00575* - www.ksamilcaravancamping.com).



Ciężko się odpoczywa przy 41st w cieniu, w środku auta, przy maksymalnie otwartych drzwiach, o godz. 17.00. Czujnik temperatury zewnętrznej w naszym termometrze pokładowym już jakiś czas temu padł. Nic się nie chce cały dzień. Dobrze, że wentylator trochę udaje, że chłodzi. Może za godzinę uda się zejść na plażę. Dlaczego jednak bardziej lubię norweskie klimaty?
Temperatura spadła, można iść na plażę i zostać aż do zachodu słońca...













Dzień 14 - 12.07 - czwartek
Kolejny dzień zaczynamy od starożytnego miasta Butrint (wstęp 700 LEK; otwarte od 8.00 do zmierzchu). Jest to największa atrakcja archeologiczna Albanii.
Zwiedzamy termy rzymskie, masywną wieżę wenecką z XV w., rzymski gimnazjon, pałac episkopalny i baptysterium z V w. Kolejnym niezwykłym zabytkiem wczesnochrześcijańskim jest bazylika z VI w. - zachował się m.in. rząd siedmiometrowych kolumn. Dalej widzimy fortyfikacje z IV w.p.n.e. - Bramę Morską i Bramę Lwią. W miejscu dawnego akropolu są ruiny kościoła z VI w. i zamek wenecki z XIII w. Po drugiej stronie kanału Vivari stoi warowny zamek wybudowany przez Ali Paszę w XIX w.





















W zasadzie jesteśmy już blisko granicy greckiej, ale... wracamy w kierunku Gjirokastry, po drodze zatrzymując się przy "niebieskim oku" (wjazd 300 LEK). Siri i Kalter to niezwykły strumień górski, który wybija z podziemnej groty o głębokości ponad 50m. W tym miejscu, wśród starych drzew, woda ma błękitny kolor. Najlepiej widać to około południa. Można tu spotkać też wiele pięknych owadów, motyli...











Docieramy do Gjirokastry i kierujemy się wprost na zamek górujący nad miastem. Widzimy kampera zaparkowanego na dole (parking płatny), ale my wiemy, że można dojechać pod samą bramę zamku. Hmmm... Osobówką zdecydowanie można, BoXerkiem... zdecydowanie też. Parkujemy więc pod samym zamkiem (bezpłatnie).
Pierwsze fortyfikacje wzniesiono tu w III w.p.n.e., ale obecna cytadela jest dziełem wspomnianego już Ali Paszy i pochodzi z XIX w. - miała charakter obronny, a zarazem była więzieniem. Ciekawostką jest, znajdujący się na zamku, a strącony w latach 50-tych przez komunistów, amerykański odrzutowiec - marny symbol potęgi reżimu.















Stąd postanawiamy jechać do Macedonii przez... Grecję. Tak też robimy, a ponieważ niedaleko są Meteory to jedziemy je zobaczyć. Udaje nam się podziwiać te "wiszące" klasztory o zachodzie słońca. Tu też jemy kolację w Tawernie Meteora (musaka - zapiekanka z jajek, ziemniaków, mięsa i warzyw). Tu też idziemy spać (na placu przy kończących się torach kolejowych N 39,70472* E 021,62231*). Dziś przejechaliśmy 300 km.





















Dzień 15 - 13.07 - piątek
Następnego dnia, dość wcześnie rano wyruszamy w kierunku Macedonii. Zatrzymujemy się jeszcze przy jednym moście...





Granica przekroczona "bezboleśnie", więc można zjeść śniadanie. Następnie kierujemy się do Bitoli - ruiny starożytnego miasta Heraclea widać jak na dłoni, więc pstrykamy tylko fotkę, a ponieważ po mieście ciężko się jeździ i nie ma gdzie zaparkować, to jedziemy do Stobi.



W miejscowości Prilep wymieniamy euro na denary macedońskie (1 euro = ok. 60 DM), pijemy w restauracji mrożoną kawę, robimy zakupy w markecie i jedziemy dalej.



Stobi to najciekawsze ruiny starożytnego miasta w Macedonii. Oznakowania w Macedonii ogólnie kiepskie, ale żeby nie postawić drogowskazu do takiej atrakcji turystycznej, to duże zaniedbanie. Oznaczenia są z głównej drogi tranzytowej do Grecji E75. Od strony Prilepu oznaczeń nie ma. Trzeba wjechać na E75 w kierunku Salonik i po kilku kilometrach jest zjazd na Stobi. Miasto robi wrażenie.







Tą samą drogą, przez Bitolę, wracamy nad Jezioro Ochrydzkie. Wjeżdżamy do Ochrydy i zatrzymujemy się przy ul. Partizanskiej (N 41,10894* E 020,80805*) - idziemy bulwarem, podziwiając życie miasta wieczorową porą. W dość zatłoczonej, ale chyba znanej restauracji Belweder zamawiamy kolację. Podziwiamy też piękny występ regionalnego zespołu tanecznego i miejscowej kapeli. Powrót i idziemy spać. W końcu dziś za nami 505 km.




_________________
Mariusz
NICKT



Dołączył: 14 Paz 2012
Posty: 225
Skąd: świętokrzyskie

PostWysłany: 19 Paz 2012, 22:48:45 Odpowiedz z cytatemPowrót do góry

Dzień 16 - 14.07 - sobota
Rano, po śniadaniu, idziemy zwiedzać Ochrydę (Ohrid). Urzeka architekturą i położeniem na wzgórzach wokół jeziora. Uliczki są ciasne i wąskie, a miasto pełne zabytków. Z daleka widać wzgórze Plaośnik, a pod nim ruiny teatru rzymskiego z II w.p.n.e. Niedaleko Górnej Bramy z półokrągłym łukiem wjazdowym znajduje się cerkiew św. Bogurodzicy Perivleptos i św. Klimenta. Obok znajduje się nowoczesny budynek arcybiskupstwa ochrydzkiego. Stąd wracamy Górną Bramą do miasta i idziemy na targ.

















Na bulwarze, w samym centrum, mobilna (karawaningowa?) kapliczka prawosławna.





I widok z bulwaru na stare miasto.



Jedziemy do klasztoru św. Nauma blisko granicy albańskiej (parking 150DM), podziwiamy klasztor i kosztujemy w restauracji miejscowej potrawy - travce gravce (talerz fasoli - 100DM). Nocleg na autocampingu Ljubanista. Kąpiel w jeziorze i odpoczynek. Sanitariaty powalają (dosłownie! - nie zamieszczam zdjęć, by nie psuć tej relacji - jeśli ktoś chce fotki to prześlę mailem), ale to podobno "standard" w Macedonii...







Zdecydowanie dużo lepiej od sanitariatów wygląda zachód słońca nad Jeziorem Ochrydzkim.







Idziemy spać. Dziś zrobiliśmy tylko 35km.

Dzień 17 - 15.07 - niedziela
Rano wracamy do Ochrydy, by zobaczyć jeszcze stare miasto, cerkiew św. Zofii - najbardziej niezwykłą świątynię tego miasta oraz charakterystyczną cerkiew św. Jana Kaneo na tle błękitu nieba i morza...
Po drodze widzimy jeszcze "Muzeum na wodzie"...









Z Ochrydy jedziemy w do kanionu rzeki Matka, ale nie jedziemy autostradą, lecz malowniczą drogą 418, a potem 409, wjeżdżając na wysokość ponad 1300 mnpm.











Kanion rzeki Matka (jest możliwość wykupienia przejażdżki łodzią kanionem do jaskimi - ok. 1h - 300DM)







Dojeżdżamy do Skopje - stolicy Macedonii. Ogromne miasto, szerokie arterie i żadnych aut zaparkowanych przy głównych ulicach. Blisko centrum też ciężko zaparkować. Udaje nam się zatrzymać na parkingu stacji LUKOIL (na wylocie w kierunku Serbii), gdzie jest wifi (można wreszcie uzupełnić relację) i gdzie chyba możemy przenocować. Dziś za nami 240km. Tak mija niedziela.

Dzień 18 - 16.07 - poniedziałek
Ruszamy w kierunku granicy serbskiej, którą szybko przejeżdżamy. Stąd kierujemy się na północny wschód do kanionu rzeki Djerdap (Dunaj). Jedziemy bezpłatną częścią autostrady aż do Leskovaca, a stamtąd kawałkiem płatnej, by wreszcie zobaczyć trochę Serbii zza drogi. Na bramce płacimy 2,50 euro, ale pani pyta dlaczego chcemy jechać tędy skoro wygodniej autostradą? Odpowiedzieliśmy, że chcemy zobaczyć trochę ich kraju i dostać się do kanionu rzeki Djerdap. Pani z troską zapytała, czy mamy paliwo, więc powiedzieliśmy, że bak jest pełny. Trochę zdziwiona takimi turystami życzyła nam szczęśliwej podróży. Tu jednak potrzebna będzie kontrola nawigacji zwykłą mapą.
Droga nie okazała się taka zła - mieliśmy już doświadczenie dróg albańskich.







Dojechaliśmy do kanionu. Widoki przepiękne. Od miejscowości Donji Milanovac, która powstała w 1971 roku, gdyż pierwotną lokalizację zalał Dunaj, po powstaniu zapory, jedziemy w kierunku granicy z Rumunią (na zaporze).









Dojeżdżamy do granicy na zaporze, przejście serbskie szybko i bezproblemowo. Wjeżdżamy na most, mijamy kilka stojących TIRów i ustawiamy się w długiej kolejce. Auta (przeważnie rumuńskie) przesuwają się wolno do przodu. Ludzie nie zapalają silników tylko przepychają auta w kolejce. W pewnym momencie podchodzi do nas Rumun i mówi, że nie musimy tu stać i że powinniśmy ominąć te auta z lewej strony i dojechać do przejścia. Tak też robimy... Mijamy auta z rejestracjami rumuńskimi, francuskimi, niemieckimi, austriackimi... Dojeżdżamy do przejścia, a pan w mundurze kieruje nas na pusty lewy pas. Dojeżdżamy do bramki z napisem CD i stajemy przed czerwonym światłem STOP. Celnik zostawia rząd osobówek i podchodzi do nas. Sprawdza paszporty i karze jechać na stanowisko kontroli celnej. Tam pani nakazuje nam otworzyć tylne drzwi, sprawdza co jest w środku auta i życzy udanej drogi. A dziesiątki osobówek dalej stoją w kolejce... Czemu my przejechaliśmy tędy? Nie wiem.
Zachód słońca zastaje nas w Rumunii, a do campingu jeszcze ponad 200km.





Ponieważ w Rumunii jest zmiana czasu o godzinę do przodu, postanawiamy nie wjeżdżać na camping po północy, lecz śpimy przed Orastie na stacji ARAL przy drodze DN7 (przy stacji stoi patrol drogówki, więc czujemy się bezpiecznie - N 45,84106* E 023,16426*). Dziś był ciężki dzień przejazdu przez całą Serbię. Za nami 660 km.

Dzień 19 - 17.07 - wtorek
Dziś postanawiamy odpocząć. Zakupy w Orastie (przy trasie DN7 jest Kauffland i Lidl) i jedziemy do znanego nam z zeszłego roku campingu w Aurel Vlaicu (http://www.campingaurelvlaicu.ro/ N 45°54‘8" E 23°16‘33"). Przejechaliśmy niecałe 20 km. Na camping wjechaliśmy ok. 10.30 naszego czasu (w Rumunii 11.30). Zostajemy tu i odpoczywamy do jutra. Po wczorajszym "maratonie" nam się należy Wink







Od południa camping nabiera życia. Przyjechało kilka kamperów i kilka samochodów z namiotami. Rejestracje z Francji, Holandii i Niemiec. Dzień żegna nas pięknym zachodem słońca. Ciekawostka: na stole butelka Fanty SHOKATA - nie do kupienia w wielu krajach Europy, ale na Bałkanach jak najbardziej. Cena w Macedonii - 65-75 DM.



Dzień 20 - 18.07 - środa
Wyjeżdżamy z Auriel Vlaicu dość wcześnie, ale tak, by już móc wymienić w Sebes pieniądze w banku i zatankować. 1 euro = 4,51 lei; 100zł = 104 leje. Z Sebes skręcamy na Transalpinę DN67C. Dużo lepiej wygląda niż w zeszłym roku, prawie na całości jest asfalt i betonowe zabezpieczenia. Jednak nadal jest to jeden wielki plac budowy.

















Dojeżdżamy do rozwidlenia i skręcamy w lewo*, kierując się drogą DN7A w kierunku Curtea de Arges. Też częściowo remontowana, ale spokojniejsza niż Transalpina, mimo że wyjeżdżamy na ponad 1500 mnpm. Dzięki temu kilka ładnych widoczków.

* no i to był błąd Sad jak mnie niedawno uświadomiła frape, najpiękniejsza część Transalpiny była w prawo - niestety przed wyjazdem pożyczyłem dokładna mapę Rumunii i przewodniki koledze, więc jechaliśmy w ciemno, a oznaczenia na rozwidleniu nic nie mówiły. Trudno, ale będzie okazja jechać po raz trzeci do pięknej Rumunii...









Dzień kończymy Trasą Transfogaraską DN7C wyjeżdżając od południowej strony na szczyt ponad 2000 mnpm. Po drodze Zamek Draculi i potężna tama.



































Zjechaliśmy z Trasy Transfogaraskiej na camping w Carcie (http://www.campingdeoudewilg.nl/
N 45°47‘33" E 24°34‘24"). Kolacja, relacja i idziemy spać. Za nami 390 km.
Po 20 dniach zrobiliśmy 5140 km.

Dzień 21 - 19.07 - czwartek
Z Carty przez Sibiu, Sighisoarę, Targu Mures, jedziemy w kierunku Bukowiny (na północny wschód Rumunii). To chyba będzie najcięższy dzień podróży, jeśli chodzi o jazdę. Niestety prawie cały czas jechaliśmy drogami, które były w remoncie, ale nie kawałki dróg, tylko całe drogi DN15, DN15A, DN16, DN13. Jeden pas zwężony, dziury, maszyny, itd... Po drodze zwiedzamy kilka ciekawych miejsc. Wreszcie, po pięknym zachodzie słońca, z widokiem na lasy Bukowiny z wysokości 1100 mnpm, udało nam się dojechać do Vatra Dornei. Wcześniej zatankowaliśmy auto do pełna 5,61 lei/l. Noc na parkingu przy kompleksie turystycznym w centrum miejscowości (N 47*20'39.381" E 025*21'15.629").





















Dzień 22 - 20.07 - piątek
Wyjeżdżamy na północ Rumunii, aby zwiedzić Bukowinę i Maramures. Jedziemy drogą DN18 po drodze mijając taki kościółek,



następnie widzimy taką przyczepkę z ciekawie rozwiązanym problemem ogrzewania Wink



a potem, w miejscowości Carlibaba zatrzymujemy się, by zobaczyć taką świątynię









Śniadanie jemy na wysokości 1400 mnpm, przy okazji spotykając rodaków w osobówkach (jakiś czas jechaliśmy wspólnie omijając sprawnie dziury w drodze) oraz ekipę kilku aut 4x4, którzy jednak rzadko w Rumunii jeżdżą asfaltem...







Zjeżdżamy do miejscowości Bogdan Voda (pomnik ku jego czci) podziwiając nową bazylikę i stary kościół.









Z głównej drogi skręcamy w lewo, by w miejscowości Ieud obejrzeć cmentarz i znajdujący się na nim kościół z XIVw. oraz nowy monaster.







Wracamy z powrotem na DN18 i jedziemy do Barsany, tam oglądamy duży kompleks klasztorny.





Jeszcze tylko rzut okiem na Sighetu Marmatiei...



... i jedziemy na camping w Breb (N 47*44'46.3" E 023*53'36.8" http://baboumaramures.com/). Dojazd na camping bardzo ciężki dla małego kampera, ale może ktoś z przyczepą też się odważy tu wjechać. My widzimy tu tylko 4 namioty. Cisza i spokój. Takiego odpoczynku nam dziś potrzeba po 210 km.
Ponieważ rumuńskie (w większości holenderskie) campingi w Aurel Vlaicu, Carcie i Mamaia zostały przeze mnie zilustrowane w relacji: Rumunia 2011, więc czas na fotki z campingu w Breb:















Tak jak pisałem wcześniej dojazd bardzo trudny, ale sam camping godny polecenia.

Dzień 23 - 21.07 - sobota
Dziś jedziemy już w kierunku Polski. W miejscowości Vadu Izei, przez którą po raz kolejny przejeżdżamy, szukamy polecanych w przewodnikach domów o oryginalnej zabudowie regionalnej. Trzeba z głównej drogi zjechać na boczne szutrowe i można zobaczyć kilka ciekawych zabudowań.







Jedziemy do Sapanty zobaczyć "Wesoły cmentarz". Po drodze zjeżdżamy obejrzeć monaster - jak się okazuje jest to nowo budowany kompleks.







"Wesoły cmentarz" z niebieskimi nagrobkami ukazującymi wizerunki zmarłych oraz śmieszne historyjki z ich życia wygląda naprawdę radośnie. Nie znając rumuńskiego nie rozumieliśmy tych opowieści, ale uśmiechnięte twarze miejscowych turystów wskazywały na radosną twórczość. Był nawet nagrobek człowieka robiącego te niebieskie nagrobki. Groby są nawet z 2010 roku i są one tradycyjne...

















Do granicy jeszcze kilkadziesiąt kilometrów, a w jednej miejscowości ciekawe, nowe wille - wśród nich taka budowla.



Przekraczamy granicę jedną, drugą i szukamy miejsca na nocleg. jak się okazuje nocujemy w Jaśle na stacji benzynowej Grosar. Za nami 480 km.

Dzień 24 - 22.07 - niedziela
To w zasadzie koniec naszej pięknej wyprawy. Wracamy w świętokrzyskie. Licznik pokazuje przejechane równe 6500km.

Czas na małe podsumowanie... Bałkany są bardzo otwarte na turystów i życzliwe dla karawaningowców. Poza Chorwacją, gdzie trzeba nocować na campingach (chyba, że się parkuje dostawczakiem), we wszystkich krajach nie było problemu z zaparkowaniem na parkingu, czy przy stacji benzynowej. Na przejściach granicznych kampery są traktowane przyjaźnie i nie ma problemu z odprawą. Policja chętnie pomaga turystom i nie zatrzymuje obcych rejestracji. Powieszona na BoXerku polska flaga sprawiała, że nawet w Albanii mogliśmy usłyszeć "Polska! Jak się masz?" To miłe.
Podobnie na campingach - dużo życzliwości (a nawet rabaty) dla Polaków. Mało rejestracji polskich w tamtych stronach, więc są to kraje jeszcze przez Polaków nieodkryte.
Ceny produktów w sklepach wszędzie podobne do cen w Polsce.

Minusy to: jakość dróg w Albanii i remonty dróg w Rumunii. To na pewno utrudniało jazdę i było męczące.

Podsumowanie:
Ilość dni: 24
Ilość kilometrów: 6500
Koszt paliwa: 3150 zł
Koszt całości wyprawy: paliwo, winietki, opłaty drogowe, ubezpieczenie zdrowotne, jedzenie, bilety wstępu, parkingi, campingi = 6000 zł

_________________
Mariusz
antwad



Dołączył: 11 Mar 2008
Posty: 178
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 22 Paz 2012, 13:50:04 Odpowiedz z cytatemPowrót do góry

Mariuszu,
wspaniała wyprawa. Aż nie do uwierzenia, że przez 24 dni tyle zobaczyliście i zwiedziliście.
A z tą przyjaznością policji na Bałkanach to nie byłbym taki zgodny. W tym roku w Serbii policjant na tzw żywca wymusił od nas 1000 dinarów twierdząc, żw jechaliśmy bez świateł. Evil or Very Mad
W drugim przypadku, też w Serbii policjant jak zobaczył z daleka osobowe auto z nieserbską rejestracją, to wybiegł na drogę i już prawie podnosił rękę z lizakiem, ale w ostatnim momencie zobaczył koło tablicy rejestracyjnej plakietkę CD, więc udał że on tylko tak sobie na tej drodze... Blee
Tuż za nami jechał Chorwat, to ten już obowiązkowo na bok zjeżdżał.

Ale generalnie Bałkany są na pewno warte odwiedzin. sunny
Lechjola



Dołączył: 10 Mar 2008
Posty: 126
Skąd: Zielona Góra

PostWysłany: 29 Paz 2012, 08:32:50 Odpowiedz z cytatemPowrót do góry

Bardzo ciekawe trasa, piękne ujęcia, widać profesjonalną rękę fotografa. Jednym słowem uczta dla oglądającego. Szkoda, że pod większością zdjęć brak opisu. Ja rozumię XXI wiek - czas jest towarem deficytowym. To może mniej zdjęc, ale opisy jednak powinny być.

Lechjola
NICKT



Dołączył: 14 Paz 2012
Posty: 225
Skąd: świętokrzyskie

PostWysłany: 29 Paz 2012, 14:40:20 Odpowiedz z cytatemPowrót do góry

Starałem się umieszczać zdjęcia pod określony tekst, czyli najpierw opis, a do niego zdjęcia. Relacja na mojej stronie była pisana na żywo z trasy, co i tak zajmowało mi część wieczoru w czasie wyprawy, a do tego jeszcze jakbym podpisywał zdjęcia, to raczej urlop spędziłbym przed komputerem.

Dopełnieniem relacji jest galeria ok. 1300 zdjęć na mojej stronie (niestety nie podpisanych), ale śledząc je chronologicznie wraz z relacją idzie się połapać Wink

Bałkany 2012 cz.1 - 954 zdjęcia
- zapraszam do obejrzenia Wink
https://picasaweb.google.com/101673919274507999904/BAKANY2012Cz1?authuser=0&authkey=Gv1sRgCIz3xJ--m5uPDA&feat=directlink

Bałkany 2012 cz.2 - 338 zdjęć - zapraszam do obejrzenia Wink
https://picasaweb.google.com/101673919274507999904/BAKANY2012Cz2?authuser=0&authkey=Gv1sRgCOLC5avDp5_dJQ&feat=directlink

_________________
Mariusz
Robin



Dołączył: 15 Mar 2008
Posty: 525
Skąd: SRC

PostWysłany: 29 Paz 2012, 21:30:55 Odpowiedz z cytatemPowrót do góry

NICKT napisał:
Relacja [...] była pisana na żywo z trasy, co i tak zajmowało mi część wieczoru w czasie wyprawy, a do tego jeszcze jakbym podpisywał zdjęcia, to raczej urlop spędziłbym przed komputerem.


Gdyby dało się to uzmysłowić tym, którzy tylko czytają forum i oglądają zamieszczone zdjęcia...


_________________
"Ekspert to ktoś, kto w pewnej wąskiej dziedzinie, popełnił wszystkie możliwe błędy"
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


Skocz do:  



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group | Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)