Forum CNC Strona Główna
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Dookoła Podhala Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
kazbar



Dołączył: 28 Gru 2010
Posty: 77
Skąd: Szczawnica

PostWysłany: 16 Lut 2011, 17:55:14 Odpowiedz z cytatemPowrót do góry

Pierwsze wiosenne słoneczko (chociaż zima kalendarzowa jeszcze w pełni) ukradkiem przebija się przez chmury.
Szczawnica,niedziela, ósma rano. Ziewając spoglądam przez okno na kampera. Przecieram oczy ze zdumienia! Uśmiecha się do mnie! Nie...to promienie słoneczne odbijają się od bocznej szyby. Boże! Jaki ten samochód jest brudny! Śnieg, deszcz i wiatr zrobiły tej zimy swoje.
Krótka rodzinna narada:
- „Co robimy? Nie będziemy przecież siedzieć w domu? Popatrz jaka piękna pogoda!”- zwracam się do żony.
- „Co proponujesz?”- odpowiada
- „Wybierzmy się kamperem w podróż Dookoła Świata. Dzisiaj....albo nigdy! Pierwszy etap- Podhale!”
- „To... na co czekasz? Myślisz, że Podhale przyjedzie do ciebie... przez okno? Pakuj manatki. Będę gotowa za godzinę.”

Wyruszamy. Jest dokładnie godzina 9.00. Za osiem godzin musimy być z powrotem- tak było ustalone i tylko tego musimy się sztywno trzymać. W ostatniej chwili zmieniamy kierunek wyprawy. W Krościenku nie skręcamy w prawo by przez Tylmanową, Mszanę Dolną i Rabkę dotrzeć do Zakopanego lecz jedziemy prosto w tym kierunku. Obawiamy się zmiany pogody. Być może, dopóki świeci słońce zdążymy jeszcze „łyknąć” trochę tatrzańskich widoków z Głodówki. Mieliśmy rację, gdyż po kilku godzinach, będąc już w granicach Zakopanego spotkały nas...opady śniegu!
Tymczasem wspinamy się na przełęcz Snozka, która stanowi naturalną granicę Podhala. To właściwie na jej szczycie powinniśmy rozpocząć podróż ale....czy to aż takie ważne? Podhale- czyli...„pod halami”. Dla etnografa Podhale ma inne granice, dla geografa jeszcze inne a dla górala....wszędzie jak okiem sięgnąć z Nowego Targu.
Silnik wesoło gra swoją muzyczkę. Temperatura oleju, płynu chłodzącego i ładowanie akumulatorów w najlepszym porządku. Tuż przed szczytem redukuję na trójkę. Zachrobotały zęby w skrzyni biegów aż ciarki przeszły mi po grzbiecie. Przepraszam kamperku! To moja wina- na pół sprzęgła można wrzucać piątkę ale nie trójkę! Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy!
Na przełęczy Snozka zatrzymujemy się na pierwszy odpoczynek. Rzut okiem w mapę na parkingu, rzut okiem na kampera, pod kampera i w kampera. Wszystko trzyma się kupy. Mapa mówi prawdę, auto całe i zdrowe, za nami Pieniny, obok Gorce, Podhale... u naszych stóp a Tatry na horyzoncie!

Mijając „Podhalańskie Morze” czyli ogromny zalew czorsztyński skręcamy w Łopusznej w kierunku Nowej Białej i Białki Tatrzańskiej. Pogoda tutaj zupełnie inna! Zerwał się porywisty wiatr. Muszę mocno trzymać kierownicę gdyż gwałtowne podmuchy raz z prawej a raz z lewej strony szarpią kamperem niemiłosiernie.
Na krótko zatrzymujemy się w rezerwacie „Przełom Białki” by wstąpić do pierwszego na tych ziemiach podhalańskiego domu czyli jaskini „Obłazowa”, która prawdopodobnie była zamieszkiwana już 80-50 tys. lat temu. W czasie badań archeologicznych znaleziono tu liczne ozdoby oraz narzędzia z kamienia i rogu – w tym słynny już bumerang z kości mamuta jak również obcięte palce, najstarsze szczątki ludzkie w Polsce.
Wiatr staje się nie do zniesienia, zaczyna się robić wstrętnie zimno. W ruch poszły grube swetry i kurtki. Nie tylko z drzewami ale też z naszym samochodem wiatr-prawie huragan zaczyna sobie za dużo pozwalać. Zaczynamy się bać tego by jakiś wyrwany z korzeniami smreczek nie wylądował nam na dachu. Uciekamy co sił w nogach (a raczej w kołach) w kierunku Zakopanego graniczną drogą między Spiszem a Podhalem przez Białkę i Bukowinę Tatrzańską. Pogoda zaczyna płatać coraz większe figle. Co rusz wydaje nam się, że jakieś zbłąkane płatki śniegu rozbijają się o przednią szybę. Gęste chmury zaczynają pokrywać niebo. Jeszcze kilkanaście minut, może pół godziny a z oglądania Tatr będą nici. Żona z aparatem fotograficznym przygotowanym do strzału wypatruje być może ostatniej szansy na udaną fotografię.
Poganiam kampera do szybszego biegu. Dyszy i sapie, sapie i dmucha, żar z rozgrzanego silnika bucha i ....buch!- Jesteśmy na Głodówce! Udało się w ostatniej chwili! Zdążyliśmy łyknąć kilka przepięknych tatrzańskich widoków. Za moment ostatnie promyki słońca ukradły nam szarobure kłębiaste chmury.
Zaczyna padać śnieg. Brrr....
- „ Włącz ogrzewanie i jedźmy dalej. Mam nadzieję, że niebawem przestanie padać a im dalej od Tatr, tym pogoda powinna się poprawiać”
- „Nie byłbym tego taki pewien! Było już piękne słońce, huraganowy wiatr a teraz opady śniegu. Brakuje tylko... ulewnego deszczu!”
Z żalem opuszczamy Tatry i Zakopane. Kierujemy się w stronę Chochołowa i Czarnego Dunajca.


Klika kilometrów za miastem rozdzwonił się telefon.
- „Dzień Dobry. Gdzie Państwo jesteście?”- odezwał się miły głos w słuchawce
- „Zbliżamy się do Kościeliska”- odpowiedziałem
- „O...to do Rabki macie jeszcze daleko. Chciałem powiedzieć, że w Rabce trwa przebudowa głównej drogi. Myślę, że kamperem tamtędy nie przejedziecie. Proponuję objazd przez Zaryte.”
- „Bardzo serdecznie dziękuję za tą cenną wiadomość. Zrobię tak jak Pan mówi. Ale?...Z kim mam przyjemność?”
- „Miłośnik turystyki Marek Wyrwalski z Rabki Zdrój. Szerokiej drogi...!”
Nie jesteśmy więc sami! Znowu potwierdza się fakt, że brać turystyczna to fantastyczni ludzie, którzy spiesząc z bezinteresowną pomocą czy dobrą radą tworzą niesamowicie zgraną społeczność.
Czując się teraz w pełni bezpieczni mijamy Kościelisko. Snując plany na dalszą część podróży i cicho narzekając na paskudną pogodę mijamy wjazd do Doliny Chochołowskiej i.....następny telefon!
- „Cześć Wam! Co u Was słychać?” – toż to mój własny rodzony kuzyn z Krakowa!
- „Jesteśmy w podróży dookoła Podhala. Właśnie mijamy wjazd do Doliny Chochołowskiej.”
- „Widzimy, widzimy....stoimy po drugiej stronie drogi....!!!”
- „Gdzie, jak? Poważnie? No to...zawracamy! Czekajcie w tym samym miejscu!.”
Zdębiałem. Jaki świat jest mały? Ale skąd wiedzieli o naszej wyprawie? Wszystko niebawem się wyjaśniło. Nic nie wiedzieli! Gdy zobaczyli jednak kampera na drodze od razu przyszło im do głowy, że to musi być nikt inny jak tylko...Kazek z Basią. Krzysztof nie zastanawiał się nawet ułamka sekundy. Pomimo tego, że nigdy nie widział naszego samochodu był pewny, że to my. Fluidy jakieś, czy co? Uściskom i powitaniom nie było końca! Tak trudno nam się spotkać w rodzinnym Krakowie. Nie widzieliśmy się już tak dawno, a tu masz.....na środku podhalańskiej drogi!
Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie, kawa i herbata podana do stołu. Małgorzata i Krzysztof po raz pierwszy mieli okazję posiedzieć w kamperze.
- „Małgosiu? Może kupimy sobie taki samochód....?


Czas się jednak pożegnać. Przed nami jeszcze daleka droga. Do zobaczenia na (miejmy nadzieję) kamperowym szlaku!
Chochołów, przepiękna podhalańska miejscowość - przywitała nas...a jakże....deszczem! Krople wody z wdziękiem rozbijają się o karoserię samochodu. Wycieraczki pracują pełną parą. Jakoś nie chce nam się wysiadać z kampera, by zwiedzać okolicę. Podziwiamy niecodzienną, drewnianą zabudowę Chochołowa przez przednią szybę. To tak jakby siedziało się przed wielkim szklanym ekranem telewizora, tylko tyle, że oglądamy tu co my chcemy a nie to, co chce pokazać nam ktoś inny. Zwróciłem uwagę na ciekawą rzecz! Większość ścian drewnianych domów stojących przy drodze okryta jest przezroczystą folią! Myślę, że mieszkańcy chronią w ten sposób swój dobytek przed zgubnym działaniem wody wydostającej się z pod kół przejeżdżających samochodów. Ciekawy jestem, kiedy naturalny budulec, którym jest drewno górale zastąpią atrapą belkowania?
Czy kiedyś całe Podhale też się nią stanie? Pamiętam z wycieczki francuskim wybrzeżem obrazki zamków i twierdz ulokowanych wysoko na nadmorskich skałach. Im bardziej się do nich zbliżaliśmy, tym bardziej „coś” było w nich dziwnego. W końcu okazało się, że to....tekturowa makieta w ogródku milionera!

Z zadumy budzi nas dźwięk telefonu komórkowego. SMS: „Od strony Mszany Dolnej całkowite załamanie pogody. Brak możliwości zwiedzania okolic”. To pan Marek. Dziękujemy bardzo!
Bez zatrzymywania kierujemy się więc w stronę Rabki. Z objazdami czasem różnie bywa. Raz opisane są prawidłowo i zrozumiale, a innym...łamigłówka nie z tej ziemi. Trzeba więc pospieszyć się, by nie zakorkować się gdzieś pomiędzy wykopem a barierką!


Dzięki naszemu „Aniołowi-Stróżowi” omijamy centrum Rabki i przez dzielnicę Zaryte wyskakujemy na główną drogę do Mszany Dolnej. Tutaj, kilka kilometrów za centrum miasta nasze żołądki zaczynają przypominać nam, że poza poranną kawą i małą kanapką nic dotąd nie jedliśmy. Zafascynowani przygodą i oszołomieni pięknem krajobrazu zapomnieliśmy o posiłkach.
- „Zjemy coś w pierwszej napotkanej po drodze restauracji” – obiecuję żonie.
Przez chwilę zastanawiam się czy to dobry pomysł? Wszak w kamperze lodówka pełna smakołyków!
Jak najmniej wydać, jak najwięcej zwiedzić- to dewiza naszego klubowego kolegi Jana Kowalskiego. Zastanawiając się nad jej słusznością mimo woli skręcam na parking przed pięknie położoną stylową restaurację.
- „Nie wiem jak Ty, ale ja myślę, że nie ma sensu się zatrzymywać na obiad. Przygotowanie posiłku w kamperze zajmie nam przecież kilka minut. Mamy ze sobą wszystko co potrzeba! Ruszaj w drogę, a ja w czasie jazdy przygotuję coś na ząb” – odpowiada.
Jak najmniej wydać, jak najwięcej zwiedzić....w końcu po to mamy kampera! Samochód, hotel i restaurację w jednym!
Szybka decyzja, wsteczny bieg, jedynka, dwójka... i już jesteśmy z powrotem na kamperowym szlaku.
Zapach fasolki po bretońsku wypełnia wkrótce całe auto a cichutkie jej bulgotanie w rondelku drażni nie tylko żołądki.
Ciekawe...w domu nikt by się nie tknął fasolki po bretońskiej ze słoika a w kamperze...aż ślinka cieknie! Co takiego ma w sobie ten sposób podróżowania i spędzania wolnego czasu, że w smakuje tu wszystko inaczej?
Na ostatni odpoczynek połączony z degustacją kamperowej kuchni zatrzymujemy się na leśnym parkingu „Wiatrówki” poniżej przełęczy „Przysłop” w otoczeniu pięknych gorczańskich lasów i szczytów....


Po krótkim spacerze pierwszymi górskimi, wiosennymi ścieżkami i w zapadającym już zmroku kierujemy swe kroki (a raczej obroty kół) w kierunku domu. Jeszcze tylko 30-40 kilometrów i koniec fantastycznej pierwszej w tym roku wyprawy kamperem.
Szkoda, chciałoby się jechać jeszcze dalej... i dalej!
Niby nic! Taka zwykła, można by powiedzieć samochodowa wycieczka. Taka zwykła niedziela jakiej w miesiącu wiele! Ale ile wspomnień zostanie? Ile radości?
Teraz wiemy, że następnym etapem będzie podróż dookoła Polski, a kto wie, może Europy i Świata?


Przebyta trasa:
Szczawnica-Krościenko n/D-Łopuszna-Nowa Biała-Białka Tatrzańska-Bukowina Tatrzańska-Zakopane-Kościelisko-Chochołów-Chabówka-Rabka Zdrój-Mszana Dolna-Szczawa-Zabrzeż-Tylmanowa-Krościenko n/D-Szczawnica.

Razem: 205 kilometrów
Średnia prędkość: 27,3 km/h
Start: godz. 9.00
Meta: godz. 16.30
Robin



Dołączył: 15 Mar 2008
Posty: 525
Skąd: SRC

PostWysłany: 20 Lut 2011, 14:26:51 Odpowiedz z cytatemPowrót do góry

Kaziu, gdy kilka lat temu po raz pierwszy przeczytałem tą relację to zapragnąłem, tak jak Ty, podróżować z żoną. Wtedy jeszcze podróżowałem sam, co też miało swoje dobre strony. Moja żona pracowała. I właśnie dzięki tej Twojej relacji zacząłem naciskać, aby zrezygnowała z pracy. Trochę to trwało, ale zakończyło się sukcesem. Dzisiaj podróżujemy już wspólnie.
Ale wiesz Kaziu, nie zapomnę tej relacji nigdy. Bo czasami chciałbym, żeby jej nie było...

Pozdrawiam - Robin scratch


_________________
"Ekspert to ktoś, kto w pewnej wąskiej dziedzinie, popełnił wszystkie możliwe błędy"
kazbar



Dołączył: 28 Gru 2010
Posty: 77
Skąd: Szczawnica

PostWysłany: 20 Lut 2011, 22:06:09 Odpowiedz z cytatemPowrót do góry

Fakt, to stare dzieje. Jeśli pamięć mnie nie myli...to było...w 2007 roku. Embarassed

Postanowiłem jednak z premedytacją wklepać tą relację na CNC, by otworzyć wątek tzw. "nijakich" wypraw. Wypraw, niekoniecznie w dalekie kraje ale też te "za oknem", przyziemne, szare, a które pozostają jednak w pamięci do końca życia. Wypraw, które nigdy nie były planowane czy też finansowo obliczone lub grubo wcześniej wyważone przez internetową google-wiedzę czy inne temu podobne współczesne "ustrojstwa". Pchnięte jednak iskrą caravangowej przygody, iskrą codziennego szarego dnia, a które okazały się być z czasem przygodą życia.

PS. Moja teścowa od wieków powtarza mojej Basi (ku przestrodze pewnie) , że...
"chłop i pies jedną drogą chodzą".
Być może w tej góralskiej mądrości coś jednak jest? Kto wie Question

Chłop i pies? Baba i pies? Chłop i baba?
A może chłop z babą i psem w kamperze (przyczepie)?
Z moich doświadczeń wynika, że to idealny czworokąt. Baba, chłop, pies i kamper.
Psa zrugasz w każdej chwili. Nie odpyskuje a ogonem nawet pomacha. A i pysk tez poliże od czasu do czasu...
Psu natomiast nigdy nie śmierdzi z pyska piwem i frytkami. A jak się przytuli do podusi, to nawet śmierdzące bąki są niczym.
Ale tylko...w kamperze (przyczepie). W domu nigdy
Laughing

Pozdrawiam.
Kazbar.
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


Skocz do:  



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group | Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)